Jednorożce popłyną, kiedy sfruną noże,
na rzezi się stopią ich lodowe serca,
w ten rytm bicia dzwonów się prędko uśmiechną
od lewej strony rogu, do prawej jego strony,
zmęczą się w tym walcu, do kości się zmęczą.
Kopyt stukot w blachę, rozebrzmi namiętność,
a spotkasz i takie co nóg więcej mają,
rogi wbiją w brzuchy swych sióstr oraz braci,
aż po ich oczętach zwykle śnieżnobiałych
spłyną łzy czerwone strugą od ich powiek.
Aż wreszcie, gdy porą odpowiednią padną,
bez sił się powiją po bladym cemencie,
ich ciała zdyszane od drogi ciernistej,
rogi im Bóg wyrwie świecące już słabo
z mózgami lekkimi, małymi, głupimi.