Ależ Cię, me kwiaty, mocno zwyzywałem,
i mimo pokory serca, gości ducha,
jedno mnie zamartwia, jedno niepokoi,
że nie ma Mesjasza twoja dusza sucha.
A jeden był jako, żem go zawykochał,
blond kryształ, marzenie moje wniebowzięte!
Ach! Jakie on miał wyrwy w sercu mojem!
Ach! Te szczypty orgi w oczach niepojęte!
A jeden był taki co mi liście zrywał,
a mówił o kwiatach najcudniejszych z cudnych,
a się narumienił by mnie nie zakochać,
a się naczerwienił w swych łapskach obłudnych!
A jeden był taki co mi głowie zelżył,
choć zatrwał króciutko, chwilę mnie odebrał,
to me ciało cudnie się w grzeszkach poczuło,
całą mą Holandię w jedną masę zebrał.
Ależ Ciebie, kwiaty uschnięte wciąż widzę,
ależ się ja z Tobą gorzko zagmatwałem,
ależ mnie zabawia Twoje odstąpienie,
ależ Cię, me kwiaty, mocno zwyzywałem!