A zewsząd się zbiera teraz na ochydę,
spod czarnych paznokci całkiem połamanych
wyłażą robaki tak cudnie bulwiaste,
wgryzają się w oczy ciał porozkładanych.
I z każdego miejsca w otrzewiach się ciągną,
zębiska swe małe, lśniące i błyszczące
wbijają w żrenice, wpełzają i plują
zżerając me ciało tak jeszcze gorące.
A było się widzisz, kurwo, zakochiwać?!
Potrzebna tak bardzo była ta komora?!
Do gazu, do gazu, do gazu potwora!
Odkochać nie raczy, a kochać nie może,
ratuj swoje dziecko drogocenny Boże!
Będą teraz śmieci, kurwo, wykrzykiwać!